czwartek, 11 lutego 2010

Administracja państwowa a ekologiczna ideologia

Wszyscy wiemy z jakim mozołem budowane są w Polsce drogi. Jedną z przyczyn, przez którą ich budowa tak się ślimaczy jest konieczność wypełniania wyśrubowanych wymagań dotyczących biurokracji ekologicznej. 



W latach 2006-2008 w województwie świętokrzyskim powstał raport oddziaływania na środowisko rozbudowy drogi nr 7 do standardów drogi ekspresowej S7 na odcinku Chęciny - Jędrzejów. Raport był sukcesywnie uzupełniany do 2009 r. Chodziło o to, żeby droga w jak najmniejszym stopniu ingerowała w obszary chronione, w tym w obszar Natura 2000.

Problem w tym, że w tym właśnie latach obszar chroniony stale się powiększał, a ostatecznego kształtu nabrał dopiero jesienią 2009 r. I co się okazało? Urzędnicy z Dyrekcji Ochrony Środowiska uznali, że inwestycja w zbyt dużym stopniu będzie ingerowała w środowisko.

To nic, że zmarnowano trzy lata na papierkową robotę. Nic się nie stało, że na drodze, której rozbudowę można byłoby zacząć już w tym roku, giną ludzie. I będą ginęli przez najbliższe kilka lat.

To kolejny przykład usankcjonowanego przez prawo i państwo administracyjnego terroryzmu ekologicznego, który nie zważa na fakt, że poprzednia wersja raportu środowiskowego była sporządzona zgodnie z polskim prawem i dotyczyła chronionych obszarów już wyznaczonych. Czy autorzy raportu środowiskowego mieli sami sobie wywróżyć, który obszar zostanie włączony do Natury 2000? A może za kilka lat komuś przyjdzie do głowy zburzyć jakiś odcinek autostrady lub drogi ekspresowej, bo ktoś znowu uzna, że za bardzo ingeruje w przyrodę?

Teraz administracja drogowa musi sporządzić nowy raport środowiskowy, który Dyrekcja Ochrony Środowiska raczy bądź nie rozpatrzyć być może do końca roku. Tak, tak, nie do końca miesiąca czy kwartału, ale właśnie do końca roku!

A ludzie? Niech czekają. Najwyżej na drodze nr 7 zginie kilka kolejnych osób. Przecież budowa ekspresówki ma szansę zacząć się już w 2013 r.

Brak komentarzy: